Stefan Centomirski przez kilka lat funkcjonował w środowisku salonowym, jego osobista historia i tworczość malarska towrzyły jeden wizerunek. W Salonie miała miejsce wystawa - Madonny Polskie - powstała z inpiracji kuchennych rozmów.

www.wspolnota-polska.org.pl

centomirski_madonna_561Malarstwo Stefana Centomirskiego - Sybiraka

Stefan Centomirski - Sybirak. Tak podpisuje się jeden z polskich artystów malarzy, człowiek wędrowiec, który do Polski ze Wschodu, szlakiem gehenny pokoleń Polaków, szedł 200 lat! Nie tylko po to, aby przybyć do ojczyzny. Także dlatego, aby swoją twórczością malarską i plastyczną poruszyć nasze sumienia, obudzić na nowo wrażliwość narodową.

Stefan Centomirski, rocznik 1928, nie może do dziś wyzwolić się z koszmaru lat spędzonych w Kazachstanie oraz na Syberii i jest przekonany, że tak już będzie zawsze. Jego malarstwo, instalacje artystyczne, kolaże w sposób symboliczny pokazują los milionów naszych rodaków poddanych zbrodniczemu systemowi stalinowskiemu.

Dzieła sztuki wielu artystów polskich tworzących w kraju i za granicą, które powstały z inspiracji łagrowych doświadczeń, bądź jako wyraz pamięci zbiorowej o cierpieniach narodu polskiego na Wschodzie, wybitne pod względem artystycznym, nie zawsze są w stanie poruszyć sumienia odbiorców sztuki. Tego typu dzieła muszą bowiem oprócz walorów artystycznych posiadać klimat odautorskiej obsesji wyrosłej z osobistego dramatu, wplecionej w tło ogólnoludzkich wartości etycznych, co oglądających "powala na kolana", mówiąc górnolotnie, i zmusza do nieustannego zastanawiania się nad kondycją człowieka w okrutnym XX wieku. To wszystko zawierają obrazy Stefana Centomirskiego.

Ten niezwykły artysta mieszka na warszawskiej Woli od 1992 roku. Stworzył niezliczoną liczbę dzieł poświęconych martyrologii polskich zesłańców na Syberię, tego największego więzienia świata, tragedii deportacji Polaków do Kazachstanu, upodlenia naszych rodaków w sowieckich gułagach. To człowiek stamtąd, ze Wschodu. W Polsce stał się znany nie tylko z powodu tematyki swoich obrazów, instalacji, kolaży, tryptyków, w których w sposób artystyczny pokazał nasz narodowy los w XX wieku, w których zawarł krzyk, rozpacz, bezsiłę człowieka. Pan Stefan podziwiany jest także za to, że szedł do ojczyzny z tej swojej Syberii 200 lat! I doszedł. Symbolicznie przebył tę drogę szlakiem swoich przodków zesłanych na nieludzką ziemię już dwa wieki temu. Wędrował sam, ale z pamięcią o tych dziesiątkach, tysiącach Polaków, zesłanych, wywiezionych w bydlęcych wagonach w głąb imperium carsko-sowieckiego. Ale doszedł do Polski i tu pokazał swoją bogatą twórczość. Okazało się, że w swoim dorobku ma już przeszło 200 obrazów i instalacji. Wystarczyło na wiele wystaw, które miał do tej pory w Warszawie, Krakowie, Zakopanem, Gdańsku, Łodzi i Białymstoku, a także w Moskwie, Madrycie, Marsylii i Paryżu. W roku 2000 wystawiał w szczególnym miejscu - w podziemiach kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Artysta mówi, że w podziemiach była wymarzona sceneria dla jego obrazów i kompozycji, pośród cienia i szczątków pochowanych tu słynnych Polaków, tym bardziej, że jego sztuka ma wymiar sakralny, co ujawnia się zwłaszcza w tych obrazach, które eksponują symbolikę krzyża.

Centomirski miał około 30 wystaw indywidualnych w Polsce i na świecie, uczestniczył w 50 zbiorowych prezentacjach dzieł artystów. W ostatnich dwóch latach Stefan Centomirski wystawiał, oprócz wspomnianych już podziemi kościoła św. Krzyża w Warszawie, także w Domu Artysty Plastyka na Mazowieckiej w Warszawie na 50-lecie swojej pracy twórczej. W ciągu całego okresu twórczego stworzył ponad tysiąc prac, dziesiątki cyklów obrazów. Ostatnio Telewizja Puls film o tym artyście malarzu pokazywała wielokrotnie, tak bardzo widzowie zostali poruszeni jego dziełami.

Artysta urodził się w 1928 r. koło Krzemieńca na Wołyniu. Pamięta "rozkułaczenie" swojej babki i pierwsze represje sowieckie, które dotknęły jego bliskich i sąsiadów. W 1936 r. rodzinę deportowano do Kazachstanu, potem znaleźli się na Syberii, ojca zaś zabrano do gułagu, z którego już nie wrócił. Jako dziecko był więc Centomirski świadkiem fizycznego i duchowego wyniszczania człowieka w imperium zła. Przeżył tam 12 lat, zanim udało mu się rozpocząć studia w moskiewskim Instytucie Plastycznym. Pobyt na Syberii i to, czego sam doświadczył, co zobaczył - stało się pożywką jego malowania, ale i jego przeznaczeniem. Mówi, że na Syberii zgotowano mu los na całe życie, bo wie, że nigdy już nie uwolni się od koszmaru zsyłki i widoku ludzkiej tragedii, zwłaszcza kobiet, które ze względu na przebyte cierpienie maluje jako madonny Wschodu.

W erze sowieckiej Stefan Centomirski malował swoje obrazy w moskiewskim mieszkaniu tylko dla siebie. Były odbiciem jego koszmarnych snów, które wypływały z pamięci tego, co sam przeżył, co doświadczył jako dziecko na Syberii. Dochodził do tego trud codziennego bytowania w komunizmie. Malował swoje obrazy pośpiesznie, czasem w ciągu jednej nocy, i natychmiast odwracał do ściany, aby ich treści nie ujrzały niepożądane oczy. Te obrazy były świadectwem, ale przez ich odwrócenie do ściany - były nieme. Dla artysty to stan beznadziejny, kiedy nikt nie widzi, nie ogląda jego dzieł, ale dla samych obrazów okazał się ten czas 20-letniego odwrócenia do ściany korzystny, bo powstawały z inspiracji najczystszych, szczerego aktu twórczego, bez nadziei na ich zbycie. Obraz-instalacja, powstały jeszcze w 1964 r., zatytułowany "Dom Ojca Narodu", przedstawia zakratowane, obwieszone łańcuchami okno pełne ludzkich widm, cieni uwięzionych bez nadziei, które jednak kierują gasnące iskry oczu w stronę świata za kratami. Artysta nie poprawiał obrazu, pozostawił go nietkniętym, a odwrócił do świata po wielu latach, kiedy w Związku Sowieckim zaczęła się pierestrojka. W tamtym czasie (1976) powstał też obraz "Usiądźmy przed daleką drogą". Inny obraz z tego okresu, "Krucyfiks Syberyjski" (1970), w symbolu cierpiącego człowieka rozciągniętego na krzyżu, wyniesionym ponad zamarłe twarze ludzi przysypanych śniegiem, pokazuje całą tragedię zesłańców łagrowych. Podobny w wymowie jest autoportret "Sen" (1968) czy "Chłopska Madonna" (1961).

Potem nastał jeszcze gorszy czas dla artysty, umarła mu żona i musiał zająć się wychowaniem dwójki dzieci. W obrazach i kolażach z tego okresu zapisywał tragedię swojego własnego dzieciństwa spędzonego na Syberii w nieprzyjaznej, bezdusznej i lodowatej bieli. Mówi, że był to czas, kiedy musiał pokonać własną kondycję człowieka umęczonego i zmusić do twórczości szarpiącej najboleśniej jego serce. W takich warunkach powstał cykl obrazów "Bezgłowych", w których zawarł tragedię dzieci pozbawionych zesłanych do gułagu ojców, oderwanych od rodziny. Smutek tego dzieciństwa oddaje także kolaż wykonany na lustrze "Sierota" (1983), gdzie przerażenie opuszczonego dziecka budzi pustka i beznadzieja dali, w którą się wpatruje.

Malarstwo Stefana Centomirskiego jest jak jego biografia. Po 40 latach mógł swoje dzieła ujawnić i po raz pierwszy pokazać w prawdziwej ojczyźnie na pamiętnej wystawie w Zachęcie pt. "Jesteśmy" w 1991 r. pięć swoich obrazów. Do Warszawy przywiózł te, jego zdaniem, najwymowniejsze, związane z losem narodu, takie jak "Polacy na zesłaniu" czy "Dzwon", obrazujące grozę systemu totalitarnego, które ze swoją kolorystyką czerni i czerwieni - kolorów cierpienia - miały świadczyć o tragizmie Polaków na Wschodzie, będąc jednocześnie osobistą spowiedzią artysty. Już na tej wystawie pokazał dzieła, których wymowa wstrząsnęła zwiedzającymi. W każdym z tych obrazów zawarte są symbole ludzkiej udręki, uwięzienia i beznadziei, a więc krzyż, kłódka, drut kolczasty, krata. To wszystko, co pęta człowieka i prowadzi do wyniszczenia fizycznego i duchowego.

Bardzo szybko poznali się na artyście ze Wschodu także znawcy sztuki. Centomirski, mimo że wtedy jeszcze nie mieszkał w Polsce, został członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków.

Jego pierwszy obraz namalowany w kraju jest radosny. To "Autoportret - Witaj Polsko, szedłem do ciebie 200 lat!" Na tle otwartych, a nawet wyważonych drzwi, wyłania się sam autor z ręką wyciągniętą do powitania. Dotarł do Polski fizycznie, dzięki wielu życzliwym osobom, które mu w tym pomogły. Nie od razu zamieszkał w ojczyźnie w przyzwoitych warunkach, najpierw przez dwa lata tułał się wraz z bezdomnymi w przytułku na Woli. Przeszedł kolejne trudne doświadczenie, ale był już w Polsce i mógł swobodnie tworzyć. Przyjaciele pomogli zorganizować pierwsze wystawy, które obejrzały tłumy, odkrywając niezwykłego, utalentowanego artystę, człowieka doświadczonego przez sowiecki system tak, jak wielu naszych rodaków.

Kiedy tylko artysta dotarł do upragnionej ojczyzny, zaczął malować obrazy i tworzyć instalacje, stanowiące podsumowanie jego i całego narodu tragicznych doświadczeń na Wschodzie. Powstała więc instalacja "Katyń", wstrząsająca wizja tej największej zbrodni sowieckiej dokonanej na Polakach, kolaż "Polacy na zesłaniu", "Krucyfiks Północy", "Ciężki krzyż" - rodzaj tryptyku - zawierający artystyczny przekaz bólu matki, która w łagrach sowieckich traci męża i syna, a także tryptyk "Powstanie Warszawskie", zakupiony natychmiast przez Muzeum Historyczne i tam przechowywany dla mającego niedługo powstać Muzeum Powstania Warszawskiego.

Do dziś pamięć i cała egzystencja tego niezwykłego artysty - kronikarza największych tragedii narodu polskiego w ostatnim stuleciu - wypełniona jest bólem i cierpieniem zesłańców, zwłaszcza postaci opuszczonych dzieci i matek rozpaczających po stracie najbliższych. Kobiety te u artysty to madonny, z jasną aureolą wokół głowy, bo jak mówi twórca, cierpienie je uświęciło i jako święte je przedstawia. Najpiękniejsze i najbardziej refleksyjne jego obrazy czy kolaże to właśnie te z madonnami, takie jak " Modląca się Madonna", "Syberyjska Madonna", "Zaśnieżona Madonna" czy "Chłopska Madonna", w których oddał hołd tym wszystkim matkom, które w beznadziei syberyjskiej i tułaczce po gułagach swoją niezłomnością ratowały życia cudem ocalałych.

Artysta tworzy nieustannie, nawet w pośpiechu, bo chce wypowiedzieć się do końca i o wszystkim, czego doświadczył jako człowiek i twórca. Stefan Centomirski swoją sztuką pokazuje nam, Polakom, kawał naszej tragicznej historii, nasz narodowy los dopiero co minionego XX wieku. Jego obrazy przemawiają do sumień, ale i te sumienia wyprzedzają, stanowiąc przypomnienie nakazów moralnych, których nie przestrzeganie doprowadza do niewyobrażalnych zniszczeń, do cierpień milionów niewinnych ludzi, do degradacji całych narodów.

Najnowsze obrazy i instalacje Stefana Centomirskiego, wraz z cyklem "Madonny XX wieku - od Syberii do Polski", w całości dziełem unikalnym, z przepięknym, nowatorską techniką wykonanym obrazem "Polonia - światu", w którym Polonia jest przedstawiona jako Madonna, matka nas wszystkich, rozdająca naszą polskość, nasze najlepsze wartości w darze całemu światu, prezentowane są w Warszawie od 15 grudnia br. do 14 stycznia 2002 r. w Galerii Domu Polonii przy Krakowskim Przedmieściu. 11 lat temu w tym samym miejscu na swojej pierwszej prezentacji podczas wystawiania dorobku 15 malarzy ze Wschodu pt. "Przetrwali", Stefan Centomirski odkryty został jako artysta. Dziś przybysz ze Wschodu, tworzy w Polsce, o Polsce i Polakach.