Współpracował też z takimi kompozytorami, jak m.in. Anoni Kopff Włodzimierz Korcz, Janusz Kruk, Czesław Niemen, Andrzej Zieliński.

LIST O POEZJI
Jakbym chciał być poetą co nawet nie wiedział
Że jest. Zwyczajnie - miał tworzyć zaklęcia
Pieśń weselną czy hymny, przy których sąsiedzi
Odprowadzali zmarłych sąsiadów na cmentarz
Znał ciało słowa a więc mógł ocalić
Zabić, osądzić - zawsze za nim stali
Ci, co umarli - a więc widział dalej
On mówił z nimi a oni przez niego
Z Bogiem..
I najważniejsze było czy z Bogiem dobrego
Czy z Bogiem złego mówił. Jasne, dla tej sztuki
Musiał poznawać tajemne nauki
Jaki rym bliski jest dla żywych i jakie wołanie
Do zmarłych: co powiedzieć gdy przed Bogiem stanie
Żeby Bóg musiał słuchać i nie mógł nie słyszeć...
Kim jestem teraz? Kiedy wiersze piszę
Jest to coś niejasnego. Stąd tyle chichotu
Albo szczera nieszczerość. Albo rozpaczliwe
Drzwi zamykanie i tłumek wybranych
Który ciebie rozumie i ty jesteś gotów
Pisać jedynie dla nich...
Ale u nas ściany
Ciągle pękają. Drzwi podmuch wywala
Po gruzach ludzie koczują i marzą
O słowie - prawdzie co wszystko ocala
Jak żyć pod niebem z ciągle inną twarzą
Budować domy, żeby z nich uciekać
Tworzyć słowa, gdzie milknie już mowa człowieka?
Zamknąć się? Jak? W wędrówce gdzie wszyscy wygnani
Idą - czekają. A co ja mam dla nich?
Jak im powiedzieć, że to co najmniejsze
Upokorzone, na bok odrzucone
Jest tak na wiecznej dłoni Boga położone
Jak armie i imperia. Że będzie zważone
I waga się przechylić może w naszą stronę
Jak kiedyś w Galilei gdzie cieśla szalony
Szeptał coś: język wielce miał prowincjonalny
I wedle mody Rzymu maniery fatalne
Uczeni nie pojęli o co cieśli chodzi
Bo myśl swą przeciw prawom mocniejszych wywodził...
Co ja mam dla tych ludzi. Dlaczego w tym kraju
Wędrówki - ludzie poezji czekają?
Ja wiem, wiersz jest poręczny, kiedy rymowany.
Można go niby kamyk z dzieciństwa zabrany
Obracać pod językiem i w ciągłym pochodzie
Nie myśleć tyle o głodzie i chłodzie...
Więc mam podnieść ten kamyk? A sam nie wiem tego
Czy to obłamek prawdy, czy też zapomnienia
Jakbym chciał być jak dawniej poetą plemienia
Albo ukryty w kurzu uniwersytetów
Wytwarzać z śmiecia ciastka dla innych poetów
Jakbym chciał...
Krzyczeć: - Mój naród wybrany
Albo całkiem zapomnieć jak żyją narody
I płynąć miękkim morzem jak statek pijany
Jakbym chciał...
Ale buty sznuruję powoli
I zaklęcie układam - by się sznurowało
Ściśle, dokładnie, ale niech nie boli
Kiedy nogi opuchną. By się lepiej stało
W długich ogonkach nie wiadomo po co
By się świeczka paliła jaśniej ciemną nocą
By dom nasz postał jeszcze o sekundę dłużej
Żeby ten, kto już tonie, z lęku się wynurzył
Żeby tak nie bolało kiedy nie umiemy
Wytłumaczyć "co u was"
Choć języki znamy
Choć jak Paweł w Atenach wielce się staramy
To nie wiadomo o czym bełkoczemy
Kartoflani, nieznani na świat wynurzeni
Z jakiejś dziury...
I nic nie umiem więcej
I to moja wina.....
6.III.87.
Za czym kolejka ta stoi?
- Po szarość...
Na co w kolejce tej czekasz?
- Na starość...
Co kupisz, gdy dociśniesz się wreszcie?
- Zmęczenie...
Co przyniesiesz do domu?
- Kamienne zwątpienie...
Kiedyś te kamienie drgną
I polecą jak lawina
Przez noc.
Przez noc
Przez noc.