Wywiady z cyklu Brudnopis Polski - czyli 25 lat z życia Salonu 101- powstały z inspiracji Kasi Kazimierowskiej, Wojciecha Przybylskiego (ResPublicaNowa) oraz osób związanych z codzienością życia na Saskiej 101. W rozmowach i wywiadach zapisane sa wątki osobiste, obyczajowe, rodzajowe i anegdoty, które miały mieć wpływ na wiele osób, idei i inicjatyw społecznych, politycznych i artystycznych w Polsce lat 1984 – 2008.

z Franciszkiem, Michałem Bocheńskim - synem Małgorzaty, wywiad przeprowadziła we wrześniu 2008, Irena Wiszniewska
 
Skarbnica wiedzy o ludziach
 
Czy Saska, pana dom rodzinny to był dom kobiet?
Ja tego tak nie odbieram, ale faktem jest, że w mojej rodzinie przeważają kobiety i to z charakterem. To, że wychowałem się w otoczeniu samych kobiet wpłynęło na mnie, napewno. Mam do nich swoje podejście. Cenię kobiety i darzę szacunkiem. Dla bliskich mi kobiet jestem w stanie bardzo dużo poświęcić. Nie czułem się w domu nimi przytłoczony. Żyłem w swoim świecie, byłem wyalienowany. Taki rodzynek, ale bez taryfy ulgowej.  Mama dawała nam wolność, ale trzymała kontrolę. Nie było tak,  że my robiliśmy wszystko na co mieliśmy ochotę. Bardzo miło wspominam dzieciństwo. Z Matiną, najmłodszą z sióstr łaziliśmy po drzewach. Maja , najstarsza siostra organizowała zabawy. Nieraz łóżko z szufladą zamieniało się w statek kosmiczny. Z radia w szufladzie, które wyglądało jak keyboard z dużymi pokrętłami nasłuchiwaliśmy szmerów i szumów. Kosmos. Było fajne. Dużo grałem w piłkę albo w playstation. Do 20 roku życia nie chodziłem na imprezy, byłem raczej spokojny.

Odcinał się pan od salonowego życia. Słynna jest opowieść o młodym człowieku, który w trakcie spotkań salonowych pojawiał się w zakapturzonym szlafroku i znikał gdzieś w domowych pieleszach.

Tak. Nie wgłębiałem się w salonowe życie, myślałem tylko o tym, czy uda mi się załapać na jakieś ciastko. Miałem swój pokój, ale czasami goście o drugiej czy trzeciej w nocy zaczynali  granie i śpiewy. Nie raz nie dwa zdarzyło mi się wrzasnąć „ciszej!” i trzasnąć drzwiami. Były różne okresy salonowe. Trochę pamiętam Salon z czasów politycznych, chociaż nie wiedziałem jeszcze, co to jest polityka. Wtedy bywali w domu ludzie z pierwszych stron gazet. Pamiętam wernisaże i różnorakich artystów - malarzy, muzyków, poetów. Niektórych gości lubiłem. Wielu z nich pomieszkiwało u nas przez miesiąc albo dwa. Rosjanie, Szwajcarzy….. byli wśród nich tacy, którzy chcieli mamę po prostu wykorzystać. Gdy dostali pomoc, na jaką liczyli, znikali. Pamiętam taką parę artystów – nie znosiłem ich! – typowi naciągacze. Mama do przesady była ufna.  Otaczali nas też przyjaciele. Może nie było ich aż tak wielu, ale za to byli wierni. Mamy kontakt, nigdy nie straciliśmy się z oczu.
Patrząc z perspektywy, widzę w jaki sposób dom rodzinny mnie ukształtował. Bez Salonu mojej mamy nie byłym tym, kim jestem. Gdybym teraz miał możliwość od nowa uczestniczenia w czymś takim, z moją dzisiejszą świadomością, to o wiele więcej bym wyniósł. Byłem bardzo nieśmiały i z tej nieśmiałości też wynikało to, że nie rozmawiałem z bliskimi.
 
Czyli  Salon, który pan jako dziecko odrzucał coś wniósł w pana życie?
Salon to była wielka skarbnica wiedzy o ludziach. Byłem za młody, nie potrafiłem z niego czerpać. Przez mój dom przewinęła się masa ludzi, bardzo różnych – dla dziecka, każdy mógł być  wzorcem.  To toczyło się wokół mnie i wpływało na mnie mimowolnie.  Dużo dały mi  rozmowy z mamą na różne tematy. Szkoda, że nie zawsze to było możliwe. Byłem bardzo zamknięty, Izolowałem się, starałem się sam rozwiązywać swoje problemy.  Mama, wpajała mi swoją filozofię, mówiąc …. jeżeli  nie potrafisz być dobry dla siebie, nie będziesz dobry dla innych.
Mam ukształtowane zasady.  Nie trawię zdrady. Dla mnie to coś strasznego. Nieważne, czy jest to zdrada koleżeńska – kolega wbija koledze nóż w plecy, czy zdradza się swoją dziewczynę. Ja tego nie rozumiem.
 
Jak pan myśli, dlaczego pana mama prowadziła salonowe życie ?
Dlaczego?… Może z potrzeby dawania, z potrzeby uczenia się. Mama zawsze powtarzała, że wiedza jest najważniejsza. A nie ma chyba ważniejszej wiedzy niż ta, o ludziach i o sobie samym. Najlepiej zdobyć ją w praktyce. Wydaje mi się, że miała taką misję.
 
Ma pan ma tatuaż na ramieniu! Pięknego kolorowego ptaka…
Mama strasznie oburza się na moje tatuaże. A mi się to podoba! Obracam się w środowisku, gdzie jest to popularne. Uważam, że tatuaż jest rodzajem sztuki
 
Jakie pan ma pasje oprócz tatuaży?
Sport. Gdy trenowałem sporty walki, głównie brazylijskie ju jutsu, byłem tym całkowicie pochłonięty. Postanowiłem rozwijać to zainteresowanie. Przez półtora roku studiowałem zarządzanie sportem. Z powodu przeprowadzki do Wrocławia, nie zaliczyłem semestru. Teraz podjąłem te studia od nowa. Te same. Tak mi się spodobały, że nie szukam czegoś innego. Trzymam się zasady, że nie należy niczego żałować, to bezcelowe.  Najważniejsze to uczyć się, aby stawać się lepszym.